Strona:Wacław Sieroszewski - Na wulkanach Japonji.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A iskier tych jest w powietrzu olbrzymie mnóstwo, tak że pożar niszczy to, czego nie wzięła woda.
Wieczna groźba zguby i śmierci zaciężyła nad kulturą japońską. Nieraz pyta siebie i krajowców podróżnik, czy nie lepiej porzucić ziemię, gdzie tak straszne panują wciąż zjawiska. Japończycy odpowiadają stanowczo: „nie! nasz kraj jest tak piękny, że wart jest, aby wśród nas krążyła jeszcze jedna śmierć więcej! Śmierć i tak krąży wśród ludzi, czyż więc dlatego tylko, że można wcześniej umrzeć nagłą, niespodziewaną śmiercią, mamy zrezygnować z radości, jakie daje kraj nasz?!“ Żaden Japończyk, rozumie się, nie wyrzekłby się swego kraju nawet za śmierć oczywistą.
Te tragiczne cechy Japonji stworzyły w głębi duszy japońskiej pod powłoką łagodnego uśmiechu pewne zamyślenie i pewną surowość poczucia grozy i obowiązku... Japończyk traktuje życie jako coś, co płynie nieustannie, z czego należy korzystać rozumnie, umiarkowanie, ale wciąż, korzystać, bo wszystko mija niepowrotnie... Ciągłe obcowanie z niebezpieczeństwem, ciągła niepewność, czy nie nadchodzi już godzina wybuchu groźnych, nieubłaganych sił, wykształciła w duszach japońskich naturalną odwagę, większą, niż u jakiegokolwiek innego narodu, odwagę, o której Japończycy nawet nie wiedzą, że jest ich główną