Strona:Wacław Sieroszewski - Beniowski I.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   224   —

pan niepokoi, gdyż wymienioną przez pana sumę odłożyłem i jej nie ruszyłbym... Chcą tylko prosić, abyś pan, zająwszy urząd w Niżnim, miał wzgląd na nieszczęśliwych towarzyszy moich, pozbawionych wolności i ojczyzny... Mówię o wygnańcach!
Jednocześnie podał gościowi sakiewkę z imperjałami; ten, nie kryjąc radości, przeliczył je drżącemi rękoma.
— Nie uwierzysz pan, jaką mi wyrządzasz przysługę... Chętnie uczynię o co prosisz, i będę miał wzgląd na wygnańców, ku czemu skłania mię i ludzkość mego serca... Licz pan na mnie!
— Chodzi głównie o danie im swobody ruchów, potrzebnych do zdobywania środków życia przez polowanie, a takoż o sprzedanie im niezbędnej broni i prochu ze składów rządowych...
Norin kiwał głową, ale mówić wydało mu się, że niema już o czem, więc jeszcze raz podziękował i pośpieszył się wynieść. Nie zatrzymywał go Beniowski, owszem wysłał zaraz na rozdroże Jędrzeja z rozkazem, żeby nikogo więcej z miasta nie puszczał, ostrzegając, że pana niema w domu.
— Inaczej nie dadzą mi się ubrać!
Tymczasem od tyłu dróżką przez las nadchodzili jeden za drugim spiskowcy. Wkrótce zapełnili szczelnie komnatę; niektórzy byli staranniej przyodziani, gdyż wybierali się stąd na festyn do miasta, ale większość przyszła w co-