Strona:Wacław Sieroszewski - Beniowski I.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   176   —

— Mapy i papiery pozabierał, sprawozdanie miał pisać... Gdzie to teraz jest?... Jak to znaleźć i wydostać!...
— Dawno już mówię, że należy wysłać ludzi, rzeczy Beniowskiego opieczętować i straż przy nich postawić... Skoro umarł, majątek jego idzie na skarb.
— Jaki majątek? Co on może mieć?... Zresztą mieszka z tym Chruszczowym... Ten powie, że to jego...
— Zabrać wszystko, nie pytając Chruszczowa... Czyż Chruszczów nie jest takim samym bezprawnym rabem, jak i tamten? A co do majątku, to niech Wasza Wysoka Szlachetność nie myśli... I ze sobą on trochę przywiózł i wygrał niemało ostatniemi czasy; od kupców uzbierało się pewnie futer i pieniędzy, koło pięciu tysięcy...
— Co mówisz, Sergjuszu Mikołajewiczu?... Skądże tyle? — zdziwił się Niłow.
— Właściwie to nie jego a nasze... — wstawił żałośnie Czernych. — Chciałem właśnie prosić Waszą Wysoką Szlachetność, aby raczył cały ten jego majątek nam przyznać, albowiem od nas pochodzi...
Tu obszernie i mętnie jął opowiadać, jak to Beniowski „wciągnął go wraz z sekretarzem do spółki dla gry w szachy“, jak ich namówił do zawarcia pisemnej umowy z kupcami Kazarinowym, Czułosznikowym, Proskuriakowym i innymi na pięćdziesiąt partyj, „każda po trzysta rubli