Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Warta!... Czujj!... War-taaa!...
Czarny pas murów zakrywał widnokrąg, a ponad niemi migały jeno złociste gwiazdy.
— Uciec! Ujść!... Nic gorszego już się stać nie może!
Zastukano do drzwi, drgnęła i obróciła ku nim oszalałe z przerażenia oczy.
— Za późno, już idą!... Już zaraz powloką mię!
Milczała i podwoje rozwarły się bez jej rozkazu. Służba wniosła płonące świeczniki i sutą wieczerzę na srebrnych półmiskach.
— Najjaśniejsza Pani przysłała suknię ślubną. Kazała ją tu rozłożyć, aby Wasza Książęca Mość mogła ją dobrze obejrzeć i zrobić swoje uwagi... Jeszcze dziś w nocy krawcowe poprawią, co trzeba! — oznajmiła, przysiadając z nizkim ukłonem, szatna.
Królewna odwróciła głowę.
— Zostawcie mię samą! — szepnęła.
Znowu cicho i pusto wokoło, jeno płoną potrzaskując grube woskowe świece, oraz ze srebrnych półmisków dymi się smaczny opar. A w sąsiedniej komnacie na stole bieleje rozłożona śliczna, srebrem tkana suknia. Królewna zerknęła na nią i oczu już oderwać nie mogła, wydała jej się jakimś strasznym grobowym całunem...
— Już! Więc już jutro! Ach, rycerzu! Gdzież jesteś, rycerzu? Zjaw się!... Wybawienia!... Przecież raz tylko życie nam dano... Skoro zginę, zgnieciona nogą tego okrutnika, już mię nigdy, nigdy nie znajdziesz! Darmo szukać będziesz, darmo tęsknić! Przeżyte nie wraca! Nie niknie... Życie nie zaczyna się nigdy od nowa... Rycerzu, rycerzu!
Zaczęła znowu chodzić szybkim krokiem po komnacie i za każdym razem, gdy oczy jej dostrzegały przez otwarte drzwi łagodny, srebrzysty poblask cudnej sukni weselnej, mróz przejmował ją, jakby tam leżał lodowy grobowiec. Nareszcie zatrzymała się, wyprostowała i głowę uniosła. Na zmarszczonym czole zarysowało się zimne postanowienie i choć wszystko w niej wewnątrz dygotało z wzruszenia, zaczęła wolno i spokojnie wywlekać z kątów pokoju wszystko, co można było zamienić na