Strona:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Nie dotrzymałem obietnicy! — szepnął Król ze smutkiem. — Zresztą kogo posłać? Kto się odważy?
— A gdyby tak... Bączusia!? — wstawiła nieśmiało królewna.
— Bączuś nie ma należytej powagi wśród rycerstwa, a zresztą stary już jest i sam takiemu zadaniu nie podoła, nawet drogi nie zrobi!
— Dla powagi daj mu rozkazy na piśmie... Przecież wola twoja każdego wywyższa? Przecież z ciury możesz zrobić rycerza? Przecież sam Tatura był podobno stajennym chłopakiem!
— Tak, to prawda! Ale kogo mu dodać? Wszędzie ma Tatura swoich zauszników... A jak się wyda przed czasem, to będzie gorzej! Utnie głowę Bączusiowi i nas srogo przyciśnie!
— Chyba gorzej być nie może!... Ale wiesz co, ojczulku, gdybyśmy mu tak dodali... ogrodniczka?
— Jakiego ogrodniczka?
— A no tego, co teraz... siedzi w lochu!
— Jakże go dodamy, jeżeli siedzi w lochu? W dodatku nie znam go wcale! Nie wiem, czy można nań liczyć!
— O, napewno liczyć na niego można... Wiem to! — upewniała, rumieniąc się, królewna. — To tensam ogrodniczek, co za pierwszej wyprawy ruszył sam dobrowolnie za wojskiem!
— Aha, przypominam sobie... na osiełku... i wszystkich nas naśmieszył! Niedołęga! Jakąż więc z niego może mieć Bączuś pomoc?
— Ależ, ojczulku, on dzielny, tylko wtedy mu się nie powiodło... To prawda! Pamiętam jednak dobrze, jak cała warta nasza nie mogła mu dać rady, choć bronił się zwykłym sękiem!
Król zamyślił się.
— Cóż, rób, co zechcesz! Zgadzam się na wszystko... O ciebie przedewszystkim chodzi... Myśmy już starzy i niewielka dla nas różnica, czy wcześniej czy później życie zakończyć... Pomyśl jednak, czy nie lepiej?...
Królewna przytuliła usta i policzki do ojcowskich dłoni.
— Nie lepiej, ojcze, nie lepiej! Dla nikogo nie lepiej... Skoro Tatura raz znajdzie się na tronie, nie pożałuje nikogo... Pozwól, ojcze, ja to