Strona:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zwała ją matka, sąsiedzi, narzeczony... Eumenia!... Eumenia!... Karemes!... Keremes znaczy „srebrzysty lis“, zwierzątko, którego futro bardzo jest drogie, a takie miękkie i jedwabiste, jak jej warkocze, za które to ją pewnie tak przezwali, gdyż były one gęstsze i dłuższe, niż się to zazwyczaj zdarza u Jakutek. Keremes daleko piękniejsze imię niż Eumenia. Ona je rozumie. Wie, jak się Chabdżij cieszy, gdy przyniesie z tajgi takiego lisa, a handlarze futra chwalą go za to i poją herbatą. A Eumenia!.. Cóż to znaczy? Mówią jej, że ona dzika, gdyż nie pamięta swego imienia! Na co jej ono. Wiedzieć je obowiązany jest pop i pisarz gminny, którym przecież za to, a nie za co innego płacą Jakuci pieniądze. Tak, ona dzika i nie uczona! A czyż pomimo to wszyscy jej nie lubią, czyż jej nie pieściła matka, nie kochał ojciec, czy Chabdżij powiedział jej choć jedno przykre słowo kiedykolwiek... Niech tam sobie!... Ale co to „jego“ nie widać tak długo. Już się zmierzcha! Przecież wie, że ona boi się sama. Co go mogło zatrzymać u księcia?...
Noc zapadła. — Na północy krwawy pasek zorzy zrobił się już tak wązkim i bladym, jakim pozostać miał do jutrzejszego świtu. Ciemniejące stopniowo ku południowi niebo już się ubrało paru lękliwie błyskającemi gwiazdami; przestały świstać na błotach kuliki, para dzikich kaczek, szumiąc skrzydłami, przeleciała i zapadła na poblizkiem jeziorze; — zarośla, łąki, rzeka i bory powlekły