Strona:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


światła i cieniu. Żabie Oko siedział w głębi; z ciemności wyglądała tylko jego noga obuta w ostronosą „sarę“. Żony Żabiego Oka nie było widać, tylko gdzieś tam w kącie szeleściły wyprawiane przez nią skóry.
— Ojczulek!... tatuś!... — z krzykiem zerwała się Zosia, gdy Aleksander we drzwiach stanął.