Strona:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wychowasz w niedostatku, ale w otoczeniu prostem... wśród przyrody i pracy... wyrośnie na człowieka... jak ty — czystego i niezłomnego... To dobre dziecko... ma serce i główky... kochaj ją... Ach, znowu w głowie się mąci...
— Za dużo mówisz, wypocznij. Posłuchaj, ja opowiadać będę.
— O, tak, opowiadaj! O sobie powiedz. Czyś tęsknił?... Czyś wspominał?... Czyś spodziewał się nas zobaczyć?... Co za szczęście!... gdyby wróciło zdrowie... Serce tak rwało się do ciebie!... Opowiedz, jak spędziłeś cały ten czas... Coś robił?... Czy zboże siejesz?... orzesz?... Sam orzesz?... Zchłopiałeś... O, ty mój chłopie!... Ja też chłopką się stanę... zobaczysz... Tyle spokoju, co przy pracy na roli...
— Zboża jeszcze nie siałem... Jakuci bardzo niechętnie dają ziemię. Już od roku staram się o nią i proszę daremnie... Władza obiecała przynaglić ich...
Chora uważnie spojrzała na męża.
— Czyż to Jakuci dają ziemię, a nie rząd?.. — spytała.
— Owszem, rząd daje. Jam powinien otrzymać piętnaście dziesięcin ziemi zdatnej do uprawy, jako pozbawiony praw i skazany na osiedlenie. Ziemia tu uważaną jest prawnie za własność rządową; Jakuci są tylko dożywotnimi jej dzierżawcami... ale cóż z tego: faktycznie oni nią władają i nie chcą, — rzecz prosta, ustępować...
— Czy mało mają? nie wystarcza dla nich? Mo-