Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Zaprzestańcie, bo Marie się zagrzeje! — wmieszała się w porę pani de Vauban.
— Słusznie, słusznie!... Idź moje dziecko, bo się zagrzejesz!... — Idź, idź! — przytakiwał szambelan. — A niech Domagalski da jaśnie oświeconej pani niedźwiedzie na nogi!...
Karoca pani de Vauban mknęła szybko. Szambelanowa ledwie miała czas ochłonąć z wrażenia po tem uroczystem pożegnaniu, a zamienić kilka wyrazów z hrabiną, gdy już znalazła się oko w oko z uśmiechniętym, wyelegantowanym, a przesadnie ugrzecznionym księciem Borghese.
Pani Walewska była onieśmielona gwałtownemi, a niezgrabnemi komplementami księcia, że nie potrafiła na nie znaleźć odpowiedzi. Wyręczyła ją atoli pani de Vauban i nietylko z godnością usprawiedliwiła spóźnienie, lecz zdołała dowiedzieć się od księcia, że cesarz jest spodziewany dopiero za godzinę, a to z powodu przyjazdu gońca od Sebastjaniego, ambasadora cesarskiego w Konstantynopolu.
Wiadomość ta dodała szambelanowej pewności siebie, bo samo przypuszczenie, że lada chwila może spotkać w sali przenikliwy, wskroś przejmujący wzrok cesarza, odbierać zaczęła pani Walewskiej moc panowania nad sobą.
W sali tymczasem czekała ją inna niespodzianka, która na samym wstępie oszołomiła szambelanowę, wprowadziła w stan rozdrażnienia.
Oto, zaledwie ukazała się, wsparta na ramieniu księcia Borghese, gdy z głębi ruszył ku niej zwarty różnobarwny tłum gości księcia Borghese i, szeleszcząc jedwabiami, dzwoniąc ostrogami, a słaniając się, otoczył ją i zasypał powitaniami, zamaszystymi ukłonami, czułemi uściśnieniami, duserami sztucznie ułożonymi, pełnemi zachwytu a uniżenia słowami.
I chyliły się przed panią Walewską głowy przyprószone