Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zwól, że się będę eksplikować po francusku! Kocham wasz język — lecz władam nim niedość wprawdnie!
— O, proszę, zechciej pani!...
— Ile wdzięku! Ile prostoty w każdem odezwaniu!... Panią trzeba nie tylko kochać ale i admirować! Lecz trzeba i umieć patrzeć w serce!... Mój Boże! Czy ja nie widzę, co się w twem szlachetnem serduszku dzieje, czy nie odgaduję, jak dalece jest ono opuszczonem, osamotnionem, szukającem daremnie oddźwięku śród otaczającej ją pustki!
Pani Walewska pochyliła główkę, słowa pani de Vauban trafiły jej dziwnie do przekonania, odcień współczucia, drżący w głosie hrabiny brzmiał pociągająco, tylko mdły zapach perfum odurzał i drażnił, tylko ręka hrabiny, trzymająca w lekkim uścisku rękę szambelanowej, wydawała się pani Walewskiej lodowato wilgotną.
Pani Vauban, po małej pauzie, pochyliła się do ucha szambelanowej i rzekła cicho.
— Mam dla pani pozdrowienie od kogoś! Chevalier de Gorajski!
— Dziękuję!
— Jest mu lepiej — choć rana poważna!
— Więc to prawda, co mówiono, że wczoraj?!...
— Zupełna!... Noc przebył bardzo ciężką. Pchnięcie szpadą — cierpi bardzo... niewiadomo, czem się to skończy!
— Tak ciężka rana!
— Najpierw rana, a potem wdanie się żandarmerji polowej, nadto podczas awantury wymieniono kilkakrotnie imię... cesarza. Można się obawiać ciężkiej odpowiedzialności... Gorajski był nieostrożnym, Hercau zapalony, jak zawsze...
— Biedny Gorajski!
Pani de Vauban uścisnęła mocno rękę szambelanowej.
— Jakież to bolesne!