Przejdź do zawartości

Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

do wyborowego grona kilkunastu osób — niepodobna odmówić!... Zresztą nic takiego nie zaszło! Potocczyzna posinieje z alteracji, Dąbrowszczycy zębami będą zgrzytali... Gauvion poprostu zasypywał mnie dzisiaj pytaniami! Rząd tymczasowy lada dzień będzie rozwiązany! Jutro właśnie mogą zajść poważne wypadki!
 — Anastazy ma słuszność! — wmieszała się pośpiesznie księżna. — Musicie być!
 — A gdyby znów Duroc... — wyjąkała z trudem szambelanowa.
 — Bądź spokojna — nie bierz rzeczy zbyt poważnie.
 — Ani nie stosuj do siebie tego, co gdzieindziej jest adresowanem! — dodał z powagą pan Anastazy. — Powoli, nabierzesz świadomości dworskich, wybiegów — a teraz...
 — Pamiętaj, że my także myślimy o tobie! — zakończyła uroczyście księżna.
 Szambelanowa spojrzała niepewnie na siostrę męża i zagadnęła.
 — Czy Anastazy wie o wszystkiem?
 — Ach! Naturalnie!
 — I o liście?
 Księżna roześmiała się serdecznie.
 — Cóż to jeszcze za dziecko! Powtórzyłam słowo w słowo!... Spójrz, proszę cię, mój Anastazy, jak jej „idzie“ ta niepewność! Très bien!...
 Szambelan stuknął palcami o tabakierkę i przymrużył dobrotliwie oczy.
 — Hrabina de Vauban! — rozległ się nagle głos Baptysty.
 Pan Anastazy odwrócił się ku księżnie.
 — Mówiłem — „blacha“ — zabiega! Cóż?... Hm!...
 — Należy przyjąć!
 Pani Walewska poruszyła się niespokojnie.

 — Wolałabym uniknąć tej wizyty!