Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Chyba się panu zdawało!... Książę Benewentu miał zamiar, lecz nie mógł!... Rozumiesz pan!... Musisz więc pan przeprosić pana hrabiego!... A na przyszłość radzę ci, poruczniku, nie objawiać takiej gorliwości!... Hrabia powinien był czekać, lecz nie powinien był być zatrzymanym siłą!
Rousseau ze zdumieniem wysłuchał perory — a nie mogąc w zimnej twarzy pana d’Hedouville żadnego znaleźć objaśnienia — skłonił się i poszedł do służbowej izdebki, gdzie pod pieczą pana de Rochefoucauld siedział zdenerwowany długiem oczekiwaniem, a dręczony niepewnością hrabia Hercau.
Rousseau spojrzał znacząco na Rochefoucaulda i ozwał się do Hercaua z wyszukaną grzecznością.
— Panie hrabio, jeżeli życzeniem pańskiem jest oddalić się stąd, w takim razie gotów jestem służyć mu za przewodnika!
— Chcecie mię uwięzić! — wybuchnął Hercau.
— Ależ na honor, panie hrabio skąd te przypuszczenia.
Hercau obrzucił niepewnem spojrzeniem poruczników.
— Nie znęcajcie się przynajmniej nad ofiarą przemocy.
Rousseau pociągnął nieznacznie za rękaw towarzysza i, robiąc hrabiemu drogę ku drzwiom, odparł pośpiesznie.
— Słowem ręczę, że pan hrabia jest w niezrozumiałym dla nas błędzie!... Życzy pan sobie wrócić do salonów... więc zechce pan hrabia przejść tędy... i potem pierwsze drzwi na lewo...
— Więc jestem wolny?!
— Panie hrabio, a któżby się odważył pozbawiać cię wolności!
Hercau podniósł się nieśmiało z kanapki, zakołysał się na swych cienkich nóżkach i jął powoli zmierzać ku drzwiom, jeszcze nie ufając porucznikowi. Dopiero, gdy stanął na