Strona:Włodzimierz Stebelski - Roman Zero.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
XXIV.

Urocza cisza w hrabiego salonie,
Bo miłosierdzie spowiedź swą odbywa.
Jan Nawarecki opowiada żonie,
Jaką potęgę pomoc rodzi żywa,
Że jakieś chłopię dla nauki płonie,
Że paralityk w schronieniu spoczywa,
Że wszędzie cichną bladej nędzy jęki
W uścisku dobrej litościwej ręki.

A ona szepcze mu, że z kary domu
Wyszła dziewczyna, co miała kochanka,
I w paroksyzmie głodu, żalu, sromu,
Zabiła dziecko — uwiedziona branka.
A wyszła mściwa z swej doli rozgromu,
Aż u Janiny stanęła krużganka,
I dziś jej bledną gorzkich wspomnień cienie:
Znalazła pracę, znajdzie zapomnienie.