Strona:Władysław Stanisław Reymont - Krosnowa i świat.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

rektorem? Pozwalasz, żeby mi pierwsza lepsza ubliżała, i nic nie mówisz? Spektakle zrywają, i nic nie mówisz...
— Nie płacisz nic nikomu i także nic nie mówisz — suflował ktoś z orkiestry.
— Trzymaj się, Cabiński!
— Panowie! Pierwsza scena rozczulającej hecy pod tył.: «Dyrektorska miłość», dawanej codziennie z powodzeniem... Wynieśmy się, bo zakończenie za głośne... popękalibyśmy ze śmiechu.
Rozeszli się po ogródku, upatrując, czy niema kogo, coby się dał wziąć na fundę.
Dyrektor chwycił się oburącz za łysą głowę i biegał po scenie jak szalony, wyrzekając:
— Ach, co za ludzie, co za niewdzięczność!
Dyrektorowa wachlowała rozczerwienioną twarz rolą i dogadywała.
Adeptka zdumiona, przerażona brutalnością tej sceny, stała cichutko — nie wiedząc, co począć ze sobą. Czuła, że teraz niepodobna zaczepić dyrektora. Drżała, prze-