Strona:Władysław Stanisław Reymont - Krosnowa i świat.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

— A niech was pioruny!
— Do baletu z takim głosem — syknęła któraś zboku.
Aktorka z płaczem prawie podeszła do dyrektora teatru.
— Ja nigdy solowych partyj nie śpiewałam — zresztą dostałam rolę wczoraj.
— Śpiewasz pani, czy nie śpiewasz?
— Śpiewam, ale we czwartek, dzisiaj nie; nie chcę się sypać, nie umiem!
— Co? co? Na bibki z facetami to pani masz czas, ale uczyć się roli niema kiedy — ozwała się dyrektorowa.
— Pilnuj, pani, swoich facetów, a ode mnie wara...
— Jasiu! dyrektorze!... ubliża mi ta jakaś!
— Śpiewasz pani?
— Powiedziałam już dyrektorowi. A zresztą nie mam kostjumu. Da dyrektor 10 rubli, to będę grała.
— Co? wczoraj nie wzięłaś pani à conto?