Strona:Władysław St. Reymont - Z ziemi polskiej i włoskiej.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.




I.
Padwa.

Padwa, to pierwsza stacja w moim pośpiesznym kursie po Włoszech. Przyjechałem w nocy i roztrzęsioną dorożką bez latarń, z drzwiczkami, które ustawicznie wylatywały, wlokłem się przez miasto ciemne, uliczkami czarnemi i cichemi, rozświetlanemi gdzie niegdzie po rogach lampkami płonącemi przed Madonną lub św. Antonim.
Hotel „pod Białym Krzyżem“, to już hotel w czysto włoskim charakterze — o izbach sklepionych i niskich, niby kazamaty, o posadzkach kamiennych, kratach w oknach niedomykających się, łóżkach familijnej szerokości i braku najzupełniejszym wszelkiego komfortu.
Cóż robić rano, jeśli nie iść na włóczęgę po mieście, bez cicerona, bez innego przewodnika nad instynkt i Baedeckera! Niema w podróżach przyjemności szczerszej nad taką włóczęgę bez planu po mieście nieznanem. Idzie się, gdzie oczy i ulice lub drogi prowadzą, bo zawsze się dojdzie i zobaczy rzeczy piękniejsze i godniejsze uwagi, nad te, urzędownie w prze-