Strona:Władysław Sebyła - Koncert egotyczny.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


To koło w nocy szło, w dzień spało.

Ledwie — ledwie na wschodzie niebo zaświtało,
szła wgórę mgła od stawów i wąziutkiej strugi,
odlatywali bez szmeru anieli,
owijało się koło w opalowe smugi,
i skoro pierwszy promień z ponad lasu strzelił,
znów całe w kłakach mchu zielonego wisiało.
Spało.