Strona:Władysław Orkan - Nad urwiskiem.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W kotlinie podkarpackiej rozlewają się promienie słoneczne jasną białością wiosennego dnia... Cała natura świeża, z pobrukanej szaty śnieżnej rozodziana, kąpie się w tych promieniach i suszy w lekkim podmuchu wietrznym, falisto płynącym od białych, zimnych szczytów.
Gdzieniegdzie w głębokich potokach widnieją szare płaty niestajanego śniegu, lecz gęściej czerwienią się na wzgórkach słonecznych świeżo zorane zagony.
Cała ziemia wygrzewa się rozkosznie do słońca, które w białej pełni płynie ponad szczytami...
W stromej uboczy skrył się w półcieniu szary wrąb, a przylaski czarne i jałowce tulą się koło niego, jak potracone stada owiec...

Doliną spływającej roztoki rozścieliła się cała wioska: Osiedla[1] mniejsze i większe, otoczone

  1. Osiedle — parę domów w kupie, związanych wspólnością pastwisk i ugorów. Nazwa »osiedla«, używana na calem Podkarpaciu, pochodzi jeszcze z czasów, kiedy osiedlali się pierwotni przybysze, karczując nietknięte lasy. Około jednego domostwa, do którego należał dzisiejszy