Strona:Władysław Orkan - Nad urwiskiem.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Po ugorach, wśród zasianych zbożem pól,
Ciemność chodzi, jak przed burzą... Zamilkł śpiew
Ptasząt polnych; słychać tylko krzyki «mew»,
Jak się skarżą, odlatując stadem z ról...

A na roli czerwieni się każdy krzew,
Czerwieni się «trawka złota» pośród pól,
Bo gdy na nią spadną rosy — już je ból
Wypotnialych znojem jestestw mieni w krew.

Za chmurami słońce pali. Nowy świt
Nie pokrzepi beznadziejnych, martwych dusz,
Gdy im niesie nowe smutki każdy dzień.

Jeden tylko słychać wszędzie płacz i zgrzyt —
I nocą się rozpościera groźny cień
Po ugorach i po szarych łanach zbóż...