Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zeceństw, jakie sie w nich dzieją, jako drzewiej Sodomę ogniem siarkowym postanowił spalić, to by to miasto z pewnością musiał wyminąć: bo telo piekne jest, co aze cud. Ludzie są grzyśni, bo zebraki — ale i w tych grzychach swoich jacysi weseli, musą być i Bogu milsi niz poinsy naród, co to nawet i grzysyć poćciwie nie umie.
Widzielimy potem tyz miasta spaniałe, ale zadne do tego ni moze być przyrównane. Pan mój tak samo powiadał.
— Kielozeście tam casu bawili?
— Dość długo, bo aze miesiąc. Ale tam i rok za mało siedzieć.
— Toś tak próżnował tam — wtrąciła żona — a ja tu tym casem...
Jędrek poważnie, do niej obrócony:
— Widzis, jak głupio gadas, nie do rzecy... Tam wsyćko państwo próżnuje. Tam cały naród próżnuje. I to se ma za honor! Wies o tym?
Umilkła, zawstydzona, a Jędrek dalej prowadzi:
— Potem siedliśmy na kolej i pojechaliśmy na zachód abo tyz ku połedniowi, ktoz wie, bo tam świat sie cłekowi do znaku przemienia. Tu, kany u nas połednie, to tam północ. Wsyćko jest przeinacone. Nawet po słonku trudno sie zmiarkować, bo sie widzi, ze nie tam wschodzi, ka trza.
Przejezdzaliśmy koło miejsca, kany sie święty Francisek urodził, potem zaś koło miasta, skąd