Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zbudowali, ki djabeł im dospomógł, bo to przecie nie na cłowieka patrzy, choćby i nie wiem kielo miał rozumów.
— To tam niebezpiecno być musi, jak diabeł fundamenta kładł...
— No, ale juz poświęcane. Kościołów tyz kiełka stoi...
— Byliście w którym?
— Byłech we wsyćkich prawie, bo mój pan był straśnie nabozny, zadnego nie wyminął, coby nie wstąpić. Zawdy nosił przy sobie cyrwoną ksiązkę do modlenia i modlił sie z te książki przed kazdym prawie ontarzem; casem dał mi ją na mieście, cobych niósł, ale ja na niej nic ni mógł zrozumieć, bo po miemiecku była durkowana i jakiesi miemieckie obrazki w niej były; prześlabizowałech ino na okładce jedno wyraźniejse słowo: Bae-dec-ker; ale tyz nie wiem, co miało oznacać.
Kościoły tam bogate, ze samego marmuru stawiane. Jest tam jeden kościół pod wezwaniem św. Marka, co ani opowiedzieć jego wspaniałości. Co ino kany pieknego, to zwieźli na ten kościół — i taki aze cięzki od tych bogactw. A na wierchu ma trzy banie, znowu takie letkie, jakzeby zywcem z pajęcyny były wydmuchane.
Ale nie ino kościoły, bo i pałace wsyćkie takie strojne. Nic ni ma, zadnego domu, co by po prostu tak był postawiony, jak wsędy u nas po miastach,