Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


giej. — Gładko na bok przyczesane włosy, jakoteż czarne opięcie sutanny ze smużką w okół szyi białego kołnierza przydawały już postaci nieco dystynkcji. — Jednak nie było w niej jeszcze tego, co chciał znaleźć. Twarz ułożona do pokory, w oczach przygaszone światła...
— Za mało dumy — pomyślał z niechęcią.
Dopiero trzecia, znaleziona w albumie podobizna odpowiedziała jego intencji. Była to amatorska fotografia z majówki, z czasu, gdy już był we Wiórkach proboszczem. Na „romantycznym“ tle lasu, na spadzistym terenie gruntu rozłożona, widniała cała grupa, przedstawiciele różnych stanów w idylicznej, można rzec: pasterskiej równości — pan aptekarz z żoną, pan sędzia, pan poborca znany nam, nigdy nie zapomniany Czapkiewicz, pan inspektor z powiatu, kilku nauczycieli i nauczycielek, jakiś wolontaryjny akademik i jeszcze parę przypadkowych osób — wszyscy w pozach siedzących i napół leżących, a on stał ponad nimi nad koszem próżnych butelek, stopą o jakiś pień wsparty, z założonymi rękoma na piersiach, z „wielką myślą“ w brwiach ściągniętych — istnie jako wódz nad pobojowiskiem.
Ksiądz Łopatka długo i z lubością wpatrywał się w tę podobiznę swoją. Przypomniał sobie, że widział nawet gdzieś w jakiejś książce sztych, przedstawiający Napoleona w tej samej nieomal