Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


człowieczą, jest przeto waszym bliźnim. Tak i ja błędnie sądziłem. Dlatego jestem pośród was, szanowni...
— Niech żyje nam! Chór!...
— PstI Cicho! — uciszano.
Prometeusz popił wina i dalej rzecz prowadził:
— Są rasy różne... naprzykład: ja i wy... Nie łączy nas prawie nic, a wszystko dzieli. Ja nie uznaję waszej ojczyzny — wy mojej...
— O!
— Proszę... jak państwo czujecie się w pustce?...Widzicie: nie rozumiemy się, choć używamy tych samych słów. Jakby wam tu jaśniej Weźmy nie ludzi, lecz psy... O psach wszystko wolno. Są więc różne rasy psów — powiedzmy: — wyżły, owczarki, kundysy...
— Oryginalny sposób mówienia — szeptano.
— Neufundlandczyk, a kundys... Jaka olbrzymia różnica! Tylko one łatwo się poznają — czują wzajemnie swój stosunek do siebie — czują dystans! panowie... a nam ludziom trudno się — rozeznać.
— Promuś! — syknęła zgorszona Irys, trącając go łokciem.
— Oto — naprzykład... ktoś woła mnie: „Filuś“, podczas, gdy ja w istocie jestem „Hektor“. Słowo wam daję: jestem Hektor!
Napełnił winem kielich.