Strona:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kiem, żelaznem łożu poza siatką przeciw moskitom, stanął pochylony i szarpnął palcami lamówką spodni, jakby strzepywał kurz.
— Cóż to był za hałas i brzęk szkła w pokoju tego głupiego Jasona? — spytała.
— Ano... słyszałaś już pewnie od dziewcząt, że bawiliśmy się wraz z Hansem. Postanowiliśmy żyć jedynie dla szczęścia. Wierzaj jednak, że musiałem wytężyć całą swą, znaną energję, by położyć kres hulance. Musiałem przyrzec, że jutro wezmę również udział. Dobrze nawet, iż znajdzie się w tem gronie ktoś starszy i rozsądniejszy, zaś Alienusowi zależy na rozmowie ze mną, by otrzymał niektóre wskazówki i kierunek w myślach, jakie go zajmują.
— Cóż to masz na plecach?
Almerini zdjął surdut i obejrzał go.
Ktoś wypisał z tylu kredą:
— „Pozdrów swój krzyż pański“!
— Doprawdy! — zawołał. — Niema głupstwa, na któreby nie wpadł Hans Alienus, gdy mu przyjdzie ochota szaleć.
— Zupełna racja! Betty opowiadała, że raz, czując się pokrzywdzonym przez nauczyciela, chciał sobie podciąć żyły.
— Słyszałem o tem. Obyśmy tylko mieli jutro pogodę!
— Hans Alienus ma zazwyczaj i do pogody szczęście! Pomyśl jednak, mój drogi, ile cię to wszystko kosztować musi!
— Może sobie pozwolić na pewną przyjemność, tytułem zaliczki, ten, kto ma niemal na widelcu miljonowy spadek!
Hanc glinu. 65