Strona:Uwagi z powodu listu Polaka do ministra rosyjskiego.djvu/10

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    40 kilku mieszkańców. A szkoła to osobliwa, jakiej drugiej niema w Europie. W tej szkole wiejskiej dla katolickiego polskiego ludu niema naprawdę nauki religii katolickiej i języka polskiego. Narzucony przez władzę nauczyciel świecki, często prawosławny, wykłada katechizm polskiemu włościańskiemu dziecku, uczy je wiary ojców. Duchem opiekuńczym tej bezprzykładnej szkoły ludowej nie jest społeczeństwo i Kościół, ale komisarz i strażnik ziemski. Nie jestto instytucya umoralniająca i kształcąca maluczkich, ale rozmyślnie u samych podstaw społecznych podkopująca wiarę i pociąg do nauki.
    Nie dziwota, że chłop nasz od takiej szkoły stroni, że dziecko chłopskie w niej nie wytrzymuje. Z powyższej liczby uczniów około 75% już po jednym roku przestaje uczęszczać do szkoły, zaś tylko 4% potrafi wytrwać w niej do końca. Wynik jest taki, że przyrost roczny umiejących czytać i pisać wynosi w Królestwie 1, 2%, kiedy natomiast sam naturalny przyrost wiejskiej ludności katolickiej w kraju wynosi rocznie 1·7%, czyli innemi słowy, absolutny odsetek analfabetów, zamiast zmniejszać się, corocznie stale wzrasta. Na ogół — wedle urzędowego obrachunku, który zawdzięczamy familijnemu zatargowi między dwoma naszymi ciemięzcami, generał-gubernatorem Hurką a kuratorem Apuchtinem, w ciągu ostatnich lat kilkunastu sprawa początkowego nauczania ludu wiejskiego w Królestwie cofnęła się wstecz w stosunku 8%. W podobnem położeniu znajdują się szkoły początkowe miejskie. Jest ich w Królestwie kilkaset zaledwo z liczbą uczących się niespełna 40 tysięcy na 400 kilkadziesiąt miast i osad z półtoramilionową ludnością katolicką, czyli znowuż w stosunku jednego ucznia na blisko 40 mieszkańców; zaś przy większej w mieście łatwości ucisku, są one poddane gorszemu jeszcze niż na wsi rygorowi policyjnemu. Najgorzej pod tym względem dzieje się tam, gdzie powinnoby dziać się najlepiej: w Warszawie. Tutaj, w bogatej stolicy kraju, której milionowe dochody zjada wielousty polip biurokratyczno-policyjny, na szkoły niema pieniędzy. Warszawa przy