Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— O tem możesz tu zapomnieć, to nie Czerwoniak, gdzie dozorca jest głupi. Tutaj są warszawskie cwaniaki. Znają się na różnych fortelach złodziejskich lepiej, niż ty.
— Głupstwo! Jakoś tam będzie. Zjemy po kawałku chleba i położymy się „kimać“. Chodź, pluń na wszystkie zmartwienia. „Dumał, nie dumał, cariom nie budiesz“ — zakończyłem, targając go za ramię, by wstał.
Szofer zbliżył się ze mną do zakratowanego okna, przez które światło elektryczne z podwórza słabo zaglądało do celi. Wyciągnęliśmy ze swoich zapasów po kawałku chleba i kiełbasy, której nam policjanci kupili po drodze z naszych depozytów pieniężnych. Po spożyciu napiliśmy się wody i każdy z osobna ułożył się z żalem na łóżku, jakby na wieczny spoczynek.
Mimo zmęczenia nie mogłem zasnąć. W głowie mi jeszcze szumiało od huku wagonów i głośnego sapania lokomotywy. Muślałem jakby we śnie o Elci i o tem, czy też adwokat dotrzyma naszej umowy. Leżałem tak zapatrzony w kraty okna. Do uszu moich doleciał z górnych cel urywany kaszel jakiegoś więźnia i gwizdki nawołujących się straży. Szofer wygadywał ze snu straszne rzeczy. Obudziłem go. Zerwał się krzycząc: „Nie mordujcie mnie, ja wszystko powiem!“ Uderzyłem go silnie ręką i tem doprowadziłem do przytomności.
Na jego krzyk zjawił się przy zakratowanych drzwiach dozorca. Przekręcił światło, patrzał przez kilka chwil i widząc, że śpimy, poszedł sobie, mrucząc coś pod nosem.
Wreszcie ponura cela poczęła z każdą chwilą się rozjaśniać i wkroczył poranek. Ubrałem się, gdyż i tak oka nie zmrużyłem. Ciekawie wyglądałem przez okno na dziedziniec więzienny, nie zbliżając się jednak zbytnio do okna, aby mnie straż nie zauważyła.
W więzieniu rozległ się dzwonek do wstawania. Szofer, obudzony przeze mnie, rozglądał się dobrą chwilę, zanim się zorjentował, gdzie się znajduje. Przyniesiono nam chleba i kawy. Szofer oglądał na wszystkie strony podaną porcję chleba i wybuchł płaczem. Porcja było o połowę mniejsza, niż w Czerwoniaku.
— Czego beczysz, idjoto? Masz tymczasem bochen chle-