Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szabli. Ja ze w spólnikiem siedzieliśmy cicho bojąc się nawet oddychać; myśleliśmy, że lada chwila sierżant, podżegany przez tego niedoszłego prokuratora, rzuci się i zamorduje nas. W tem wojskowy zerwał się i chwycił za kark owego jegomościa; potrząsnął nim parę razy i wypchnął go do drugiego przedziału mówiąc przytem:
— Jesteś pan skończonym chamem i idjotą. Jak pan śmie wobec ludzi i tak już nieszczęśliwych wyszczekiwać, co panu ślina na język przyniesie? Zamknij pan lepiej mordę, bo jak nie, to będę miał zaszczyt powybijać panu własnoręcznie wszystkie zęby.
Przyszły prokurator począł wykrzykiwać pod adresem wojskowego, że ujmuje się za zbrodniarzami, a gdy wojskowy po raz drugi kazał mu się przymknąć, zamilkł zupełnie.
Wojskowy częstował nas konserwami i chlebem. Współnik, który był palący, poprosił też o papierosa, którego otrzymał.
Dowiedziałem się także teraz, że jedziemy do Warszawy. Więc do sławnego Mokotowa! — pomyślałem.
Policjanci również dobrze się z nami obchodzili. Wypogodzili dostojne oblicza, gdy otrzymali ode mnie w podarunku ładny portfel do pieniędzy; drugiemu Szofer podarował nową parę skórzanych rękawiczek.
Do Warszaw y przyjechaliśmy przed dwunastą w nocy. Od dworca głównego do ziemi obiecanej, był spory kawał drogi. Nogi mnie bolały, a w sercu żal nie do wytrzymania. Znałem przecież dobrze Warszawę; idąc przez Marszałkowska, rozglądałem się po znanych mi miejscach zabaw i rozrywek. Przypomniały mi się dobre czasy; a teraz...
Wreszcie dowlekliśmy się do ulicy Rakowieckiej. Zdaleka widać było czerwone gmachy ponurego Mokotowa. Byłem przykuty do mego towarzysza niedoli i bardzo źle było nam chodzić. Czułem, że ręka mi opuchła. Tak samo towarzysz mój narzekał, że ręka go boli, i stale tylko dopytywał się policjantów, czy daleko jeszcze do więzienia.
W reszcie zmęczeni i wyczerpani stanęliśmy przy bramie. Policjant zadzwoni! kilkakrotnie i furtka wąziutka jak paszcza potwora otworzyła się z hałasem, by połknąć swoją ofiarę.