Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bić? Daj mi tylko słowo złodziejskie, że się na wolności spotkamy. Jeśli nie dotrzymasz słowa, to wiesz, że potrafię się zemścić!
Przy ostatnich słowach oczy jej błyszczały jak u tygrysicy. Dreszcz przeszedł mnie po całem ciele.
Po zapewnieniu, że słowa dotrzymam, rozeszliśmy się. Rozmowa ta odbyła się w czasie jednej z nocnych wizyt na kuchni, o których wyżej wspominałem.
Na drugi dzień po tej tak ważnej dla mnie rozmowie Adela wręczyła mi odcisk klucza na mydle.
Wszystko było gotowe do ucieczki i dobrze obmyślone. Tak mnie się przynajmniej zdawało.
Ucieczka miała być wykonana w sposób następujący:
W umówiony między wtajemniczonymi dzień ucieczki ja miałem przyjść na piekarnię o czwartej w nocy, pod pretekstem, jak zawsze, że kwas postawiony zepsuje mi się i że trzeba wyrobić ciasto. O godzinie piątej nad ranem, kiedy więźniowie przechodzą przez korytarz kuchenny po śniadanie dla oddziałów, wspólnicy ucieczki mieli przybiec także, nibyto po śniadanie. Udałoby im się z pewnością wydostać z cel, gdyż korytarzowy zawsze wskazywał dozorcy, kogo ma wypuścić, do pomocy przy dźwiganiu kotłów z kuchni. Motywował to tem, że wybiera silnych więźniów, aby nie rozlewali po korytarzach i schodach zawartości kotła.
Korytarzowy, jako swój chłopak, miał to dla nas zrobić. W więzieniu zawsze „swój chłopak“ dostaje się na tę odpowiedzialną i korzystną funkcję; frajera się nie dopuszcza. Jak już wyżej zaznaczyłem, wszelkie kombinacje w więzieniu załatwia się przez nich.
Ja już miałem mieć wszystko gotowe, tylko czekać aż się ukażą na korytarzu, gdzie nawet w dzień było ciemno. Gdy przyjdą, miałem odemknąć drzwi piekarni i wpuścić kolegów; następnie drzwi miałem zamknąć zpowrotem i otworzyć podrobionym kluczem drzwi żelazne prowadzące z piekarni na oddział kobiecy. Następnie mieliśmy się przedostać do kotłowni centralnego ogrzewania gmachu kobiecego. Tam, pod wałami tego gmachu nikogo nie było. Stąd mieliśmy przejść do składu węgla, gdzie przez małe żelazne okienko wrzucano węgiel z podwórza. Po przepiłowaniu