Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w modlitewniki, będą patrzyli na mnie; ona jednak nie ustąpiła i zdecydowawszy, że w białym krawacie będzie mi najbardziej do twarzy, zmusiła mnie, bym jej przyrzekł, że spełnię jej prośbę. Postanowiłem coprawda w duchu udać się gdzieś za miasto, zamiast do bóżnicy, ale siostra odprowadziła mnie do samych drzwi. Nie ufała mi.
Nigdy nie zapomnę spojrzenia współwyznawców, jakiem mnie przyjęli. Była w niem pogarda, szyderstwo i drwiny zarazem. Oddychałem ciężko, jakbym się znalazł w cieplarni. Dusiłem się poprostu od zapachu zapalonych świec i potu ludzkiego. Dawno nie byłem w takiej łaźni. Krew uderzyła mi do twarzy, kiedy brodaci starcy i dzieci poczęli się grupować wkoło mnie i pokazywać na mnie palcami. Wyraz „ganew“ co chwila uderzał moje uszy jak kula rewolwerowa. Słyszałem też inne dwuznaczne słówka pod moim adresem:
— Mamy dostojnego gościa na święto, — mówił otyły Żyd, handlarz ryb. — Trzeba urządzić bankiet na jego cześć.
— Może poprosimy tego „tachszyta“, aby wygłosił nam kazanie jutro po modlitwie, — drwił głośno znany w miasteczku naszem lichwiarz o przezwisku “Drałacz“.
Byli i tacy, co witali się ze mną, ale gdy odchodzili, widziałem, że kpią ze mnie.
Czytelnik łatwo zrozumie, że w takiej atmosferze nie myślałem o modlitwie. Brat mój mienił się na twarzy widząc, jak cała bóżnica jest mną zajęta. Nawet stary rabin, który kiedyś był moim nauczycielem, ukradkiem spoglądał na mnie. Nie było rady, musiałem wynieść się jeszcze przed zakończeniem modlitwy.
Byłem tak zły, że chciałem każdemu napotkanemu człowiekowi napluć w oczy. Gdzie tylko się ruszyłem, wszystkie oczy szły za mną. Każdy wie, że w małem miasteczku na każdą nową twarz wszyscy się patrzą, wiedząc, że to jest obcy. Nic więc dziwnego, że byłem teraz centralnym punktem zainteresowania całego miasteczka. Gdy ukazałem się na ulicy, w różnych dom ach otwierały się furtki, a ciekawe oczy moich współwyznawców kłuły mnie jak szpilki.
W ciągu tych paru dni, które tu spędziłem, brat mój chodził jak lunatyk. Dobrze go rozumiałem i cierpiałem z te-