Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


od której nieraz i życie ich jest zależne. Sam rozumiesz, że tego zdradzić za żadną cenę nie mogę...
Bywało nieraz, że dozorca oddziału przyprowadzał do celi nowego więźnia i mnie, jako starszemu celi, szeptał coś tajemniczo. Opowiadał, że gość jest kapuś i trzeba dać mu tam trochę. Wówczas zaczynaliśmy badać, co to za jeden, czy nikt go nie znał w celi. Przeważnie okazywało się, że jest najporządniejszym więźniem, a tylko władza, nie chcąc z niezrozumiałych powodów wchodzić z nim w konflikt, napuszczała nas, wiedząc, że kapusiów nie lubimy.
Zdarzały się także wypadki, że dawano do naszej celi prawdziwych kapusiów, niepotrzebnych już administracji, która miała dość ich kapowania. Taki gość długo u nas nigdy nie wytrzymał; błagał, by go zabrano do pojedynki, czego mu zresztą stale odmawiano.
Zaraz po jego przybyciu do celi warjaci i symulujący warjatów otaczali go wkrąg. Jeden wieszał mu się na szyi, drugi wkładał mu wiadro na głowę, trzeci przywiązywał mu ręcznik do nogi, poczem przewracano go na asfalt i wleczono tak po celi wokoło stołów. Po tej wędrówce wylewano na niego wiadro wody, potem bito i kopano gdzie popadło. Jeden zaś stal przy nim i wołał na głos: „Jak będziesz krzyczał i wzywał pomocy, to ci łeb urżniemy!“ Na potwierdzenie tego trzymał w ręku ostrą łyżkę. Trzymanie noży w więzieniu jest wzbronione; dlatego ostrzy się łyżki, co zastępuje nóż. Dozorcy często konfiskują podobne łyżki, dopytując się kto jest ich właścicielem, niema go jednakże nigdy, więc i ukarać niema kogo.
Coprawda z zasady nie lubię zdrajców i kapusiów, jednakże niejedną taką ofiarę wyrwałem z ich rąk. Gdy zawołałem: Dosyć tego! — odrazu dawali spokój.
Życie takich kapusiów jest bardzo marne. Jeśli jest stary, biją go i nie dają mu spokoju; jeśli jest młody, zmuszają go do pederastji. Chcąc, aby mu dano spokój, pozwala on ze sobą zrobić wszystko.
W celi mojej było kilka takich ofiar. Miejsce ich było przy „paraszce“. Po nocy nie dawano im spokoju. Coraz to inny przytulał się pod ich kocem, a gdy odmawiali, to groźbą, lub zapłatą, papierosem czy chlebem zmuszano ich do posłu-