Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Przez cały dzień dwunastego listopada więźniowie byli pod wrażeniem, że lada chwila odzyskają wolność. Raz wraz pytali siebie wzajemnie, zdenerwowanym i podnieconym pragnieniem wolności głosem:
— Dlaczego nas nie zwalniają?
Wieczorem błyskawicznie przebiegła po calem więzieniu radosna wieść, że zwalniają już tych, którzy byli skazani przez niemieckie sądy wojenne.
Wszyscy zapewniali się wzajemnie, że na każdego przyjdzie kolej. „Czerwoniak opróżni się, jak kieszeń złodzieja po zrewidowaniu przez policję”, śmiał się jeden.
Kolacja również konkurować mogła z niedzielnym obiadem, najlepszym z całego tygodnia za rządów Róla. Po kolacji na korytarzach więziennych powstał ruch. Słychać było, jak z hałasem otwierają się drzwi cel. „Wychodź! Wy* chodź!” — rozlegały się głosy dozorców. Serce poczęło mi bić radośnie i cały zamieniłem się w słuch. Zgrzyt zamków odzywał się coraz bliżej mojej celi. Zatarłem ręce z radości. Wolność! Wolność! — krzyknąłem na cały głos.
Opanowało mnie wtedy błogie uczucie. Czułem ogromne zadowolenie, że jestem Polakiem, że należę do tego narodu, który po dziesiątkach lat zrzucił z siebie kajdany niewoli i odzyskał Niepodległość. Nastrój patrjotyczny ogarnął mnie do tego stopnia, że bezwiednie począłem nucić półgłosem:
„Nie rzucim ziemi skąd nasz ród“... i t. d.
Drzwi mojej celi uchyliły się. Padło suche energiczne słowo: „Wychodź!” Słowo to dało mi nadzieję i niepewność i zarazem. Spojrzałem wdół, obejmując wzrokiem całą centralę. Ze wszystkich galeryj cel pojedyńczych więźniowie schodzili razem. Słychać było pytania:
— Ty, co to jest? Chyba już puszczają do domu?
— Tak, do domu, do domu, — podchwyciło kilka głosów naraz.
Więźniowie zbiegali po schodach jeden przez drugiego. Nie byli to w tej chwili zbrodniarze, złodzieje, ani inni wykolejeńcy; były to raczej dzieci. Dzieci, które pragną ujrzeć dom rodzinny, matkę i ojca.
Powędrowałem i ja z czwartego piętra nadół.
Co to ma znaczyć? Ustawiają nas wszystkich w półkole.