Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie, tak nie mogę. On mi zaraz da w mordę i zaprowadzi do kancelarji. Nie chcę ryzykować.
— No, no, nie wiedziałem, że z ciebie taki tchórz. Niech to zostanie między nami. Nikom u nie piśnij ani słówka o tem, cośmy tu mówili, pamiętaj. My sobie bez ciebie to załatwimy. Ale wiedz o tem, że gdy będziemy „zakapowani“, ty za to będziesz odpowiadał przed „dyntojrą“.
Zostawił mnie za siennikami, i oddalił się do wtajemniczonych kolegów, którzy czekali na jego ukazanie się.
Położyłem się na łóżku. Byłem podniecony, zły na siebie, a przytem nieswojo mi się jakoś zrobiło, że im odmówiłem współpracy w tak ponętnej, ryzykownej robocie. Zdenerwowało mnie, że nigdy nie mogę mieć wolnego wyboru w swoich postanowieniach. Zawsze czułem skłonności do tego, co mi się chwilowo wydawało pożyteczniejsze lub przyjemniejsze. Byłem zawsze tylko biernem narzędziem w rękach konieczności. Tak samo było i teraz; chcąc nie chcąc, nagle dziwnym zwrotem myśli nabrałem ochoty, by przyłączyć się do spisku.
— Tadek, chodźno tu, — przywołałem go nagle do siebie. — Dobrze, spróbuję, może mi się uda, ale jak będziemy się dzielić “dolą“?
— Jakto, nie wiesz? Na równe części. Więc dwaj palacze, nas czterech no i klawisz. Razem nas wszystkich będzie siedmiu. Starczy dla wszystkich, nie martw się. Grunt, aby każdy z nas dobrze zamelinował swoją część i nie zasypał się. A jeśli który z nas wpadnie, sam za siebie jak zwykle odpowiada. „Kapusiów“ niema między nami.
— Wszystko dobrze, — rzekłem, — ale wiesz co mi przyszło na myśl? Najlepiejby było, gdybym miał trochę forsy ze sobą, pokazałbym mu, może wtedy dałoby się coś zrobić.
— Nie, tego nie można, mógłby cię razem z forsą zaprowadzić do kancelarji. Pomów wpierw z nim, a jak się zgodzi, damy mu całą paczkę. Dziś przeszmuglowano kilka paczek na kuchnię, a jutro będziemy już je mieli tu w celi. Ale musisz dobrze wyczuć, czy czasami klawisz nie chce cię uderzyć w „kant“.
— Możesz być spokojny, będę się starał wszystko załatwić jak należy.