Strona:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jo także, — zawołało kilka głosów naraz.
— Mnie wojskowych piekarzów nie potrzeba, — odparł starszy dozorca, poczem kazał olbrzymowi stanąć przy mnie. Wybrał jeszcze dwu dobrze zbudowanych więźniów i zabrał nas ze sobą.
Gdy Szofer zobaczył, że mnie wybrano na piekarnię, promień nadziei zabłysnął w jego oczach.
Piekarnia w więzieniu Mokotowskiem urządzona jest w nowszym stylu, niż w innych więzieniach całej Polski. Zajmuje ona duży gmach; są tam cztery duże piece; udoskonalają ją ciągle podług ostatnich wymagań techniki i higjeny. W owym czasie pieczono tam dla wojska i wszystkich więźniów w Warszawie; później prywatne przedsiębiorstwa wydzierżawiły piekarnię i wyrabiają tam różne pieczywa na miasto.
Pracowano tam później na dwie zmiany; zawodowi piekarze musieli pracować więcej, gdyż wykwalifikowanych rzemieślników zawsze brak; daje się to odczuć po wszystkich więzieniach. Dobry rzemieślnik tylko wskutek nieprzeciętnego przypadku lub zbiegu okoliczności tu się dostaje; natomiast partaczów z każdej gałęzi pracy jest tu bardzo wielu.
Kazano nam się rozebrać, dano nam białe ubrania i czapki i po umyciu rąk każdy został przydzielony do pracy.
Majster, który nas tu przyjął, a którego więźniowie tytułowali panem werkmistrzem, przyglądał się naszej pracy. Poznałem, że jest ze mnie zadowolony; powierzone mi do roboty ciasto zrobiłem sprawnie i dobrze. Pan werkmistrz pomacał ciasto, mruknął coś zadowolony i zapytał, jaki mam wyrok. Gdy zaś usłyszał, że sześć lat, odszedł jeszcze bardziej zadowolony.
Olbrzym, który miał na imię Józek, został przeznaczony do palenia w piecach i wymiatania. Werkmistrz, jak poznałem, był i z niego zadowolony. Z pozostałych dwu jeden został przeznaczony do rąbania; drzewa, a drugi do ekspedycji.
Józek wspólnie ze mną odnosił z pieca deski z chlebem. Zapach tego chleba działał na mnie zabójczo. Chciało mi się jeść, jak nigdy. Spoglądaliśmy jeden na drugiego, bojąc się ruszyć kawałek chleba. Pamiętaliśmy dobrze zakaz naszego