Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jeden z was musi zostać w więzieniu do procesu. Inaczej być nie może.
— Dobrze. Ja tu pozostanę — rzeki Stasiek Lipa. Córka moja nie powinna nic wiedzieć o wiezieniach, gdzie młodzi ludzie przechodzą najgorszą szkołę demoralizacji Chcę uratować moje dziecko.
— A skąd pan wie, że więzienie tak demoralizuje? — spojrzał sędzia śledczy podejrzliwie na Staśka Lipę.
— Czytałem o tym Nie chcę, by córka moja przebywała w atmosferze zbrodniarzy. Wśród prostytutek i złodziejek dusza jej przedwcześnie zwiędnie.
— A jednak ona pokochała zbrodniarza.
— Nie wiedziała kim jest. A potem było już za późno...
— Pan to mówi poważnie, bym zwolnił córkę a pana tu zatrzymał w wiezieniu? Wszak pan jest niezdrów! Panu raczej prędzej przydałaby się wolność pod względem zdrowotnym.
— Obu nam przydałaby się wolność, ale skoro inaczej być nie może...
— Tak to już być musi: albo pan, albo córka.
— W takim razie, niech pan sędzia wypuści na wolność córkę. Naraz sędzia śledczy wybuchnął śmiechem, od którego Stasiek Lipa wzdrygnął się cały.
— U mnie oboje długo posiedzicie... Oboje.. Nie tak prędko ujrzycie światło dzienne!... Przechytrzyłeś sprawę...
I zanim Stasiek Lipa zdołał zorientować się w sytuacji, sędzia śledczy polecił go wyprowadzić z gabinetu.
Następnie badany był Klawy Janek.
— Siadajcie — rzekł sędzia śledczy, nie spoglądając wcale na aresztanta.
Dziękuję. Będę miał dość czasu na siedzenie — odrzekł cynicznie Klawy Janek.
— Dowcipniś z was — rzekł sędzia. — Ale, mam