Strona:Tytus Czyżewski - Lajkonik w chmurach.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PTAKI

W toledańskiej katedrze Chrystus zakrwawiony
pozbył się swojej cierniowej korony,
toczy się po kamieniach korona cierniowa,
schyliła się ku ziemi matka Jezusowa.

Podniosła koronę matka utrapiona
i zakrwawione ciernie przyciska do łona,
głęboko w piersi ciernie się wbijają,
czerwone krople na ziemię padają.

Zobaczyły gołębie piersi zakrwawione
i w białych piersiach ciernie zagłębione,
wleciało do kościoła stado gołębiowe,
by z ran wydobyć sztylety cierniowe.

Nadleciały jaskółki z kraju dalekiego
aby odjąć Matce bólu głębokiego,
nadleciały skowronki z pola zielonego,
by ulżyć męce serca Matczynego.

Nadarmo się kochani ptakowie trudzicie,
zbolałemu sercu Matki nie ulżycie,
bardziej nad ciernie, nad krwawiącą ranę
bolą Matkę gwoździe do krzyża wbijane...

Bardziej niźli ostre sztylety błyszczące
bolą Matkę oczy Syna konające,
bardziej, niźli cierniami piersi pokrajane,
bolą Matkę rany Synowi zadane...

W katedrze Chrystusa ciało konające,
a nad niem stada ptaków latające;
cicho, cicho, nie bijcie skrzydłami,
w świat z krwawiącemi odlećcie cierniami.