Strona:Tytus Czyżewski - Lajkonik w chmurach.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PANAM

Panam to serce bijące
z tętnicą rzeką pośrodku
z ulic jedwabnych się sączy
krew lepka i gorąca
na sercu gdy rękę kładłem
na książce żywej i ciepłej
by czytać romans żyjący
którego tytuł jest: Panam
tak często przypinać skrzydła
lecieć w ulice nieznane
i być w przyjaźni z miastem
kochać cuchnące ścieżki
nędza która się pyszni
w błocie ulicznemi deszczu
na rogu stać pod latarnią
jak sztuczna palma w hotelu
być w botanicznym ogrodzie
rododendronem lub pinją
lub w drugorzędnych buatach
grać rolę demona nocy
ileż razy przeszedłem
ulice twoje o zmroku
gdy światła nadbrzeżnych latarń
sceptycznie wabią rozbitka
lub szedłem od Montparnassu
piechotą aż na Place Clichy
by w La Fayetta zwierciadłach
podziwiać twój uśmiech lalko
Panam, Panam o zmroku
jesteś harmonją najczystszą
przez ironję tylko cię znałem
jak każde piękno na ziemi