Strona:Tryumf.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z temi wszechmocami bytu, wyjść z tego Ruchu, który Cię całą wypełnia, który Ty wskroś przenikasz?
— Jam–że jest wszystkiem; jam jest Wszystko — rzekła Dusza.
— Jakżeż więc ja, człowiek, mogę Ci nadać jakiś kształt, zamknąć Cię w jakąś formę, oznaczyć Ci linie i granice, Tobie, która jesteś miejscem stawania się i nicestwienia w wieczności i nieskończoności, a która razem stajesz przy mnie i mówisz głosem, który ma dźwięk liścia nad strumieniem, a wonny jest, jak kwiat? Jakże mogę uczynić Twój obraz, gdy jeden tylko Bóg uczynićby go potrafił? Stoisz przy mnie, a mimo jasnego światła księżyca nie widzę Cię; mówisz do mnie, ale usta Twe jakoby były dokoła mnie w powietrzu; nie wiem, zkąd idzie głos? Gdybym wyciągnął rękę, wiem, że Ci się nie dotknę; gdybym chciał iść ku Tobie, wiem, że Cię nie napotkam. Jesteś czemś eterycznem, czemś wolnem, czemś nadludzkiem i nadziemskiem, niedostępnem i wyższem nad wszystko. Wydaje mi się, że jesteś jedna tylko, jedna wiekuista i jedna niezmierna, bez początku w praepoce, bez kresu w przyszłości. Wydaje mi się, że tylko cień Twój ludzie w sobie noszą — odblask Twój, jak odblaskiem słońca, znikomym i przelotnym, świecą fale płynące. Wydaje mi się, że olbrzymia, jak niebo, otaczasz świat. Wydaje mi się, że trwasz, jak ono, które