Strona:Tryumf.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stwie dusz i wspólnej pracy dla ideału. Kłamstwo i blaga! Ojcowie naszych dusz wiedzieli dobrze, co o tem sądzić.
Ale jeżeli jest piękna i jest piękna cała, jak Wenus florencka...
Właściwie, to co mi do tych ludzi z za lasu? Żyję tak krótko i tylko raz....
Porwałem się z posłania i wylałem sobie kubeł zimnej wody na głowę. Poczem nalałem pełną miednicę i z jakąś gorączkową zapalczywością począłem maczać głowę w wodzie. Potem ogarnął mię śmiech, że taki jest fizyczny rezultat mego moralnego wrażenia, uwidoczniła mi się niesłychana śmieszność funkcyi fizycznych, wywołanych pobudkami moralnemi, otarłem głowę, zapaliłem cygaro i wyszedłem przed namiot na dwór.
Cisza była i noc. Nad drzewami świeciły gwiazdy na zupełnie czystem, pogodnem, ciemnogranatowem niebie. Kiedy bytem dzieckiem, wiele takich nocy spędziłem gdzieindziej w górach.
Była noc, noc gwieździsta...
— Pójdź — szeptał las. — Otom jest las zaczarowany, puszcza przepastna...
Źródło jest we mnie, źródło wonne, które obrosły lilie i tulipany o liściach czerwonych...
Pójdź, niechaj szumi woda na karku twym, niech jako gwiazdy cieką krople w twe oczy, gdy zamoczysz twą głowę w krynicę, gdy zanurzysz