Strona:Trybuna (1906) nr 3.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Co to jest: zła wola czy oszalałe ze strachu krótkowidztwo? Nie tędy droga, szanowni Panowie! Stare wasze oczy już nie dowidzą i dlatego przebaczamy wam wasze okrutne i złośliwe oszczerstwa!... A do stropionych waszymi wrzaskami dusz szlachetnych ale chwiejnych, zwró cimy się ze słowami: zamiast gniewać się, rozpaczać i przeklinać, zamiast roztaczać przedwcześnie pesymistyczne żale i biadania, połączcie się lepiej z nami i pomóżcie nam co rychlej zdobyć niepodległość... Niech w walce zginie połowa naszych bogactw, my wolni rychło z reszty zbudujemy ojczyznę, i lepszą, i milszą, i sprawiedliwszą... Bandytyzm i bezład znikną jak sen. Wytępią ich nie nawerbowani z Sokołów »udoskonaleni« policyanci, nie karne ekspedycye i kaźnie socyalistów, lecz bujna praca twórcza...
Będziemy wznosić pośpiesznie słoneczne, przestronne, skanalizowane i oświetlone dzielnice robotnicze; zbudujemy tysiące szkół, bibliotek, muzeów, szpitali; wytkniemy nowe drogi i kanały, po których z końca w koniec kraju przelewać się będzie bogactwo, jak zdrowa krew, uwłaszczymy chłopów i stworzymy w ten sposób olbrzymi i niezależny rynek wewnętrzny dla naszego nadrujnowanego przemysłu, karmiciela robotników wiejskich, Nie będzie on już zależny od kiwnięcia palcem obcego ministra... Tłumy robotników i włościan, oświeconych i poważnych, będą czuwały nad czynnościami obieralnych przez nich urzędników... Znikną zwolna kłótnie, swary, drapieżność... Do serc zstąpi życzliwość... Silne namiętności znajdą szlachetne ujście w broniącej kraju od najeźdźców milicyi, w niebezpiecznych wyprawach w głąb kopalń i gór...
Ojczyzna po stuletniej niewoli uśmiechnie się nareszcie słonecznym, dobrym uśmiechem...
A wtedy wy przyjdziecie płakać na mogiłach poległych w walce bohaterów...
Takie jest marzenie socyalisty. —