Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


czach ludzkich. Przyjrzyjmy się jednak naprzykład Napoleonowi! Lejtenant artyleryi, Korsykanin — oto jego wygląd zewnętrzny, — a jednak nie byłże on słuchany i czczony, w pewien sposób, jak nie mogli być słuchani i czczeni wszyscy z całego świata nosiciele tyar i dyademów razem wzięci? Wysoko urodzone księżne i posługacze karczemni zbierają się dokoła wieśniaka szkockiego, Burnsa, bo w każdem sercu tkwi poczucie, że nigdy jeszcze nie słyszeli oni takiego człowieka, że wreszcie to jest człowiek! W tajni serca tych ludzi jedno tylko niejasno jeszcze się wyłania, chociaż przy braku jakiegokolwiek zasługującego na zaufanie sposobu wyrażenia — to mianowicie, że ten wieśniak o czarnych brwiach i słonecznych, pełnych błyskawic oczach, ze swą dziwną, to śmiech, to płacz budzącą mową, — przewyższa godnością wszystkich innych, że godność jego z żadną inną nie jest współmierna. Czyż nie tak właśnie to czujemy? Gdyby jednak teraz dyletantyzm, sceptycyzm i pospolitość, tudzież całe to opłakane plemię uczuć i pojęć z nas wykorzeniono, jak za błogosławieństwem bożem musi ono z czasem uledz wykorzenieniu, — gdyby wiara w zewnętrzność rzeczy została wymieciona i zastąpiona wiarą w rzeczy same, tak, aby człowiek działał jedynie za pobudką ostatniej tylko, a pierwszą uważał za nieistniejącą, — jakież nowe i bardziej żywe uczucie zrodziłoby się dla tego Burnsa!
Pójdę zresztą dalej: czyż w czasach tych, takich, jakie są, nie mamy dwóch poetów wyłącznie, zaliczonych jeśli nie w poczet bóstw, to przynajmniej w poczet błogosławionych? Szekspir i Dante są świętymi poezyi; jeśli dobrze nad tem pomyśleć, to się widzi,