Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 23 —

Więźniom na zamku ucztę wyprawię,
Każdemu sukna dam po postawie,
I złoty łańcuch jeśli sławetny,
A zbroje srebrną jeśli szlachetny;
Na przebłaganie za wszystkie winy
Pociągnę boso do Palestyny. —
A Święty ręce wznosząc nad głową:
— Bogdajby prawdę miało twe słowo,
Bogdajbyś, królu, na przyszłość baczył,
A co wymówisz dotrzymać raczył.
Niech słowo króla nie zna przygany,
Jako brant szczery siedmkroć przelany.

Zatem nazajutrz już na okręty,
Z górnego zamku wychodził Święty
Z jednym braciszkiem, a tłum tak samo
Kupił się w mieście, kupił za bramą;
Jak na gwałt biegli starzy i młodzi,
I w głos płakali że już odchodzi.
Król był skruszony, łzawego lica,
Swojego przywiódł mu królewica,