Strona:Teofil Lenartowicz - Nowa lirenka.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 137 —

I srebrną lamę, złotem przetkaną
Ze mgły téj robią co wstaje rano.
Robota idzie szybko — jak pszczołki
Kręcą się, brzęczą, owe Aniołki,
Ten mgłę naciąga, ten cywkę ślizga,
A nad tém wszystkiém zorza rozbryzga....
— Pod niewymownéj okiem dobroci,
Pewnie że w niebie człek się nie spoci,
Że mu tam wielce słodko i błogo,
Że mu we wszystkiém Święci pomogą;
Ale i w saméj jasności nieba,
O! dziecię moje! pracować trzeba.
Tylko że tam się najcięższa praca,
Jakoś inaczéj w rękach obraca.
Gdy do niebiańskiéj zasiędą strzyszki,
Święta Urszula i z towarzyszki,
Aż owce idą jak zajrzeć okiem,
Jako się obłok mija z obłokiem;
Ciągną a ciągną po modrym niebie,
Same się potem kładą przed Ciebie,
A zostawiwszy z run górę białą,
Żeby je słońce boże przejrzało,