Strona:Teodor Jeske-Choiński - Poznaj Żyda!.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a dla sławy imienia Twego, Panie, wybaw nas; a bądź miłościw grzechom naszym dla imienia Twego i. t.d.“ — lamentują z psalmistą (psalm 78) potomkowie dawnych panów ziemi palestyńskiej.
Od lat blizko dwu tysięcy łka skarga serdeczna na gruzach świątyni jerozolimskiej, a echo jej rozlewa się daleko, zatacza szerokie kręgi, ogarnia całą kulę ziemską, potrącając wszędzie, gdzie się w piątek wieczorem, po zachodzie słońca zapalają światła szabasowe, cichem skrzydłem o miliony serc strapionych, tęskniących za dawną świetnością gwiazdy Salomona.
Dobiega lat dwa tysiące od chwili, kiedy „łagodny“ Tytus zburzył „drugą świątynię“ i rozproszył dzieci Judy po wszem świecie, jak wicher rozprasza nasienie pól i lasów. Zginęła jasna, mądra Grecya, runął potężny Rzym, zlały się z otoczeniem swojem mnogie ludy germańskie i słowiańskie, narody przychodziły i odchodziły, rodziły się i umierały, a Żyd ostał się w całości nietknięty, jak mumia zasuszona.
Dlaczego?
Bo nie przestał być nigdy zamkniętym w sobie, od reszty ludzkości odciętym, odrębnym narodem — narodem żydowskim, bo nie zapomniał nigdy swojego Syonu.
Gdziekolwiek był, w jakiemkolwiek znajdował się położeniu, wszędzie szła za nim pamięć Jerozolimy, jej proroków i prawodawców. Nawet przyjaźń obcych narodów nie stłumiła w nim tęsknoty