Strona:Teodor Jeske-Choiński - Poznaj Żyda!.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cież to Żydówka! — Cóż z tego? — pytam. — Żydówka to więcej od waszej królowej — odpowiada.
Trzeba byto widzieć błysk dumy, jaki zamigotał w oczach łapserdaka.
Idzie ulicą pogrzeb żydowski; chowają jakiegoś wielce uczonego w Talmudzie. Pogrzeb musi minąć po drodze kościół katolicki. Więc wydobywają nieboszczyka z pudla i niosą go, otoczywszy zewsząd szczelnie, tuż nad ziemią, aby nie widział, odchodząc w inne światy, świątyni gojów.
Prosi na wsi faktor o butelkę wina dla chorej żony. Wino przyszło co dopiero w skrzyni z miasta. Mówię: proszę; weź sobie! A Żyd stoi i drapie się po głowie z miną bezradną. — No, weźże, wybierz sobie sam! — Żyd drapie się ciągle. — Czego stoisz? Otwórz skrzynię i bierz! — Przepraszam łaski pana, coby się pan odwrócił. — Dlaczego? — Bo u nas stoi napisano, że jak goj spojrzy na butelkę, to ona będzie strefiona (zanieczyszczona) i mnie nie wolno...
Takich drobnych dokumentów wpływu Talmudu na Żyda można po wsiach nazbierać dużo, gdy się umie słuchać i patrzeć.
Prawowierny tłum żydowski stoi dotąd pod urokiem Talmudu, a ten tłum, to miliony, to właściwy naród żydowski.