Strona:Teodor Jeske-Choiński - Poznaj Żyda!.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ich handlarzom wolno odzierać „goja“ ze skóry, okłamywać go, oszukiwać, wyzyskiwać, zniszczyć, ale niech się tylko goj opatrzy i zacznie się bronić, wołają: antysemita! Ich gazeciarzom wolno opluwać wyznania, kulturę, tradycye chrześcijańskie pod pozorem „oświecania“ ciemnych „akumów,“ służenia postępowi, ale niech się tylko jaki innowierca dotknie końcem pióra ich Talmudu, rabinatu, ich wad, żachną się nawet ich postępowcy i krzyczą oburzeni: antysemita! Ich nowelistom i komedyopisarzom wolno wydrwiwać wszystkie warstwy, wszystkie stany, wszystkie typy narodów innowierczych, ale niech komuś z „nuchrów“ przyjdzie na myśl pokazać na scenie śmiesznego bankiera żydowskiego („Geldhab“), albo naszkicować w monologu zabawną kupcową żydowską („Pani Piperment w Ciechocinku“ Klemensa Junoszy) wpadają w furyę, drąc się na cale gardło: antysemita!
Wszędzie wietrzą Żydzi antysemityzm. Najlżejszej, najpobłaźliwszej krytyki nie znoszą, przewrażliwi, przenerwowi. W swojej jawnej lub ukrytej megalomanii mają się za jedynych mądrych w rodzie ludzkim i dziwią się, pienią się, gdy jakiś goj podpatrzy ich odwieczną, krecią robotę.
Zdaje im się, że wszyscy innowiercy są ślepi, głusi, łatwowierni, bezwrażliwi, że nikt nie czuje ich nieugaszonej niczem nienawiści do wszelakich gojów i nie widzi ich metody kupieckiej i celów, do jakich dążą.
Inowiercy nie są ani ślepi, ani głusi, są tylko