Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Znachor 02.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Możesz i tak mu powiedzieć.
— A co będzie, jeśli się obrazi? Jeśli państwo Czyńscy przestaną u nas kupować, tak, jak przestali u Mosterdzieja?

Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Znachor page016.jpg
...przylatuje do mnie taka jędza Kropidłowska...

Pani Szkopkowa zachmurzyła się. Tej okoliczności obawiała się sama i argument, chociaż niezbyt szczery, lecz w porę przez Marysię podsunięty, zrobił swoje:
— No — mruknęła. — Tak nie można. Ale co masz mi oczy mydlić. Już ty potrafisz pozbyć się go!
— Niech mnie pani nauczy, jak — upierała się Marysia.
— Więc nauczę cię! — zamknęła dyskusję pani Szkopkowa, postanawiając w duchu udać się po radę do księdza proboszcza.
Tymczasem mijały dni, a nie minął żaden, by młody inżynier nie przyjechał bodaj na pół godzinki do Marysi. Jedno tylko, że siadywał w sklepie krócej niż dawniej, a krócej dlatego, iż mało teraz miał czasu. Ku zadowoleniu rodziców, zabrał się do pracy w fabryce. Kolejno zapoznawał się z księgowością, z administracją, z produkcją, z wydobywaniem surowca i ze sprzedażą. Obliczał, robił notatki, od niechcenia, w roz-