Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Znachor 01.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


chłop nie mógłby ich powtórzyć. A zresztą zrozumiał treść wiersza!... W jakiż sposób można by to sobie wytłumaczyć?...
— Przypuśćmy — myślała — że w swoich wędrówkach doszedł kiedyś do Francji lub Belgii. To zupełnie możliwe. Dużo chłopów emigruje, a później wraca.
Lecz takie postawienie sprawy i rozwiązanie tajemnicy było dla jej fantazji młodzieńczej zbyt uproszczone. Zresztą jeżeliby tak było, dlaczego doznał takiego wstrząsu?... Czyż nie kryje się za tym żadna tragedia?... Niewątpliwie, wiersz musiał mu coś przypomnieć, obudzić w nim jakieś bolesne wspomnienia.
— To musi być człowiek niezwykły — zapewniła siebie z przekonaniem.
A przekonanie to utwierdzało się w niej tym mocniej, im więcej przypominała sobie szczegółów, potwierdzających jej domysły. A więc sposób bycia tego człowieka, pozornie i zewnętrznie podobny do sposobu bycia innych ludzi prostych. Jogo delikatność, bezinteresowność....
Była pewna, że trafiła na ślad wielkiej i przejmującej tajemnicy i postanowiła sobie, że ją rozwikła. Jeszcze nie wiedziała w jaki sposób to zrobi, lecz wiedziała, że nie zazna spokoju, nim do sedna zagadki nie dotrze.
Tymczasem jednak zaszły wypadki, które odwróciły jej myśli i zainteresowania w zupełnie innym kierunku.

Mniej więcej w połowie czerwca wczesnym rankiem na rynku zatrzymał się wielki granatowy samochód. W Radoliszkach znał go każdy i wiedział, że należy do państwa z Ludwikowa. Samochód zatrzymał się przed kolonialnym sklepem Mordki Rabinowa. Z okien sklepiku pani Michaliny Szkopkowej widać było dokładnie, jak najpierw wysiadł stary pan Czyński, później pani Czyńska i wreszcie ich syn, pan Leszek.
Marysia szybko odskoczyła od okna. Zdążyła tylko zauważyć, że młody inżynier jeszcze bardziej zeszczuplał i że miał na sobie bardzo jasne, popielate ubranie, w którym wyglądał jeszcze zgrabniej, niż zwykle.
Była przekonana, że lada chwila drzwi otworzą się i wejdzie. Ze zdziwieniem stwierdziła, że serce jej bije coraz prędzej. Pomyślała jednak, że musi mieć wypieki i że on gotów domyślić się, że to z jego powodu.
Już nieraz układała sobie, jak go przyjmie. Teraz wszakże, gdy znajdował się w pobliżu, nie umiała sobie przypomnieć nic z tych projektów. Wiedziała jedno, że cieszy się, że bardzo głupio cieszy się z jego przyjazdu.
Usiadła za ladą i haftowała pilnie. Chciała, by tak właśnie ją zastał, gdy wejdzie.