Przejdź do zawartości

Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Prokurator Alicja Horn tom I.pdf/275

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


ROZDZIAŁ 14.

Alicja, już ubrana do wyjścia, wydawała dyspozycje Józefowej gdy do kuchni zajrzała również gotowa Julka:
— Idziemy Alu?...
— Zaraz — kiwnęła jej głową Alicja i prędko skończyła instrukcje.
— Cóż to dziś taki wspaniały obiad? — zapytała Julka, gdy już były na schodach.
— Mamy dziś gościa.
— Doktorek — krzyknęła Julka.
Alicja zaśmiała się:
— Nie, nie pan Czuchnowski. Stary mój znajomy, pan Winkler.
— Stary! — z nutką zawodu skrzywiła się Julka. Czy bardzo stary?
— Niebardzo.
— Ale pewno bardzo poważny i nudny, jak flaki z olejem.
— O, nie. Zobaczysz.
Powiedziała to bez namysłu i dopiero teraz spostrzegła się, że w jej powiedzeniu brzmiała jakby duma. Dodała zatem:
— Bardzo miły jegomość.
Odprowadziła Julkę do szkoły i pojechała na Miodową.
W bramie spotkała aplikanta Modronia, który niezręcznie jej się ukłonił i obrzuciwszy jej postać zachwyconym wzrokiem, westchnął.
Nagle poczuła chęć kokieterji, nieprzeparta chęć oddziaływania na zmysły Modronia. Modronia, Martynowicza, Peszkowskiego, każdego mężczyzny, każde-