Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Karjera Nikodema Dyzmy.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co dotyczy sprawy, nie jestem takim bałwanem, bym zechciał z niej zrezygnować. Otóż wkrótce napiszę drugi list i pojedziesz pan z nim do Warszawy. Tymczasem dowidzenia. Możesz pan odejść. Brutus! Do nogi!
— A jak będzie z panią Niną — zagadnął nieśmiało Dyzma.
— Z panią Niną?... Ach, prawda. Zapomniałem o niej. Chodźmy wobec tego. I zabierz ją pan ze sobą. Działa mi na nerwy.
Ninę spotkali na zakręcie:
— No cóż — uśmiechnęła się — miłe roztrząsali panowie wspomnienia.
— Owszem — odparł Dyzma.
— Moja droga — wycedził Ponimirski, poprawiając monokl — wspomnienia czasów, gdyśmy byli bardzo młodzi i bogaci, zewsze będą miłe. Nieprawdaż, drogi kolego?
Ostatnie słowa wymówił ze specjalnem podkreśleniem i roześmiał się głośno.
— Naturalnie, kolego — potwierdził bez przekonania Dyzma, co wywołało jeszcze większą wesołość Ponimirskiego.
— Mówiliśmy wyłącznie o Oxfordzie i Londynie, gdzie tak cudownie bawiliśmy się z kolegą — powiedział wśród śmiechu — nie masz, moja droga, wyobrażenia, jak mi było miło usłyszeć nareszcie taką angielszczyznę, jakiej nie słyszałem od lat...
Klepnął Nikodema końcami palców po ramieniu i zapytał:
— Is n‘it, old boy?
Dyzmie żyły nabrzmiały na skroniach. Wytężył pamięć i — o ulgo! — wypowiedział słowo, jedno jedyne angielskie słowo, jakiego w dystyngowanem towarzystwie łyskowskiem od czasu do czasu używał syn rejenta Windera:
— Yes.
Odpowiedź ta jeszcze bardziej rozbawiła Ponimirskiego, natomiast Nina, widząc speszenie Nikodema i kła-