Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Karjera Nikodema Dyzmy.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zma, wyciągając z kieszeni wąską kopertę — noszę ten list na sercu.
Pani Nina zaczęła prosić, by zniszczył list, który przecie może wpaść w czyjeś ręce.
— Niech pan nie zapomina, że jestem mężatką. Proszę zniszczyć
— Za nic — upierał się Dyzma.
— Niech pan mnie nie podejrzewa o tchórzostwo. Poprostu chciałabym uniknąć przykrości.
Wyciągnęła rękę, lecz Nikodem podniósł list tak wysoko, że nie mogła dosięgnąć.
— No, proszę, niech pan odda
— Nie oddam — zaśmiał się.
Widząc, że Dyzma przekomarza się, Nina uśmiechnęła się również i upatrzywszy szczęśliwy moment, szybkim ruchem chciała list wyrwać. Przechyliła się przytem tak, że oparła się o jego ramię. Nikodem objął ją, i zaczął całować. Najpierw próbowała się bronić, lecz trwało to tylko chwilę.
Zdaleka, z drugiej strony jeziora, dolatywał ledwie dosłyszalny warkot.
To pracowały tartaki pana Kunickiego.


∗             ∗

Dyzma podłożył ręce pod głowę i wyciągnął się na mchu. Nina siedziała skulona. Pochyliła się nad nim i szepnęła:
— Poco, poco to zrobiłeś? Teraz już nigdy cię nie zapomnę... Będę stokroć nieszczęśliwsza niż dotychczas... Boże Boże!... Ja nie potrafię już teraz żyć tem strasznem życiem... Nie potrafię żyć bez pana...
— A poco potrafiać?
— Nie mów, nie mów tak, nie mów! Nie zniosę roli żony zdradzającej starego męża. To ohydne.
— Przecie go nie kochasz...
— Nienawidzę, nienawidzę!
— No więc?